Najlepsza wersja twojej historii

17/11/2016

Chwila, w której zleceniodawca po raz pierwszy otwiera książkę napisaną przez ghostwritera, ma w sobie coś z odsłaniania lustra, w którym odbicie wygląda znajomo, ale jednak lepiej niż w rzeczywistości. To moment, w którym człowiek, który przez miesiące opowiadał swoją historię chaotycznie, przerywanie, z dygresjami i emocjami, nagle widzi ją ułożoną, klarowną, spójną — taką, jaką zawsze chciał opowiedzieć, ale nigdy nie potrafił. I właśnie wtedy zaczyna się najciekawsza część całego procesu.

Polski ghoswriter godny polecenia

Zleceniodawca siada z plikiem albo wydrukiem, zwykle z lekkim napięciem, bo choć wie, że ghostwriter pracował nad tekstem długo i uważnie, to jednak wciąż ma w sobie tę niepewność: czy to naprawdę będzie jego głos? Czy historia nie została wygładzona za bardzo? Czy nie straciła czegoś ważnego po drodze? Pierwsze zdania czyta powoli, jakby sprawdzał, czy to nadal on, czy może ktoś inny przejął stery. I nagle pojawia się to charakterystyczne uniesienie brwi, ten półuśmiech, który zdradza, że właśnie wydarzyło się coś zaskakującego — klient rozpoznaje siebie, ale w wersji, którą chciałby mieć na co dzień.

Najpierw przychodzi zachwyt. Klient widzi, że jego opowieść, dotąd poszatkowana i pełna dygresji, nagle płynie jak dobrze poprowadzona narracja. Widzi, że zdania, które w rozmowie brzmiały jak strzępy myśli, teraz układają się w logiczną całość. Widzi, że emocje, które trudno mu było nazwać, zostały opisane tak, jakby ktoś wreszcie uporządkował to, co od lat próbował zrozumieć. To moment, w którym klient zaczyna czytać szybciej, bo chce zobaczyć, jak ghostwriter poradził sobie z fragmentami, które sam uważał za niemożliwe do opowiedzenia.

A potem przychodzi druga fala — ta bardziej intymna. Klient zaczyna dostrzegać, że jego historia brzmi lepiej, niż kiedykolwiek potrafił ją opowiedzieć. Że ktoś wziął jego słowa, jego wspomnienia, jego emocje i ułożył je tak, że wreszcie mają sens. To nie jest łatwe uczucie. Jest w nim trochę ulgi, trochę wdzięczności, ale też odrobina zawstydzenia, bo klient nagle widzi, jak wiele w jego opowieści wymagało uporządkowania. I jak bardzo potrzebował kogoś, kto potrafi słuchać nie tylko tego, co mówi, ale też tego, czego nie potrafił powiedzieć.

Najbardziej poruszające jest to, że klient w pewnym momencie zaczyna czytać książkę nie jak własną historię, ale jak historię, którą chciałby przeczytać jako czytelnik. To chwila, w której ghostwriter znika — jego praca staje się przezroczysta, niewidoczna, a jednocześnie absolutnie niezbędna. Klient widzi tylko efekt: opowieść, która wreszcie brzmi tak, jak powinna brzmieć od początku.

I właśnie wtedy pojawia się to zdanie, które ghostwriterzy słyszą najczęściej i które jest dla nich największym komplementem: „To jest dokładnie to, co chciałem powiedzieć”. Choć oboje wiedzą, że klient nigdy nie powiedział tego w ten sposób. Ale to nie ma znaczenia. Liczy się to, że historia wreszcie znalazła swoją formę.

Ten moment jest dla klienta czymś więcej niż tylko lekturą. To spotkanie z własnym życiem w wersji, która wreszcie ma sens. To odkrycie, że jego doświadczenia, myśli i emocje mogą brzmieć pięknie, mądrze, dojrzale — jeśli ktoś pomoże je ułożyć. To chwila, w której klient zaczyna rozumieć, że ghostwriter nie pisze za niego. Ghostwriter pisze dla niego. A to ogromna różnica.

Jola Babij /Media Production JB