Redakcja tekstu a autocenzura

 16/06/2016 

W pewnym momencie pracy nad tekstem autor zaczyna poprawiać nie to, co wymaga poprawy, lecz to, czego się wstydzi. To subtelna różnica, ale zmienia wszystko.

Redakcja tekstu przed wydaniem Jola Babij

Redakcja ma porządkować. Autocenzura — ukrywać. A kiedy jedno zaczyna udawać drugie, tekst traci kręgosłup. Najłatwiej to zauważyć w miejscach, które nagle stają się „za ostre”, „za bezpośrednie”, „za emocjonalne”. Autor zaczyna wygładzać zdania, które niosą prawdę. Zmienia słowa, które mają ciężar. Odcina fragmenty, które odsłaniają coś, czego nie da się opowiedzieć bez ryzyka. W efekcie powstaje tekst elegancki, ale pusty — jakby ktoś starannie wyczyścił historię z tego, co czyni ją historią.

Autocenzura ma wiele twarzy. Czasem przybiera formę troski o czytelnika („nie chcę, żeby to było za mocne”). Czasem — troski o bliskich („nie chcę nikogo zranić”). Czasem — troski o siebie („nie chcę, żeby ktoś pomyślał…”). Każda z tych trosk jest zrozumiała. Ale żadna nie służy literaturze.

Najciekawsze jest to, że autorzy często mylą autocenzurę z profesjonalizmem. Wydaje im się, że „dobry tekst” to tekst bez ostrych krawędzi. Tymczasem to właśnie krawędzie nadają mu kształt. Bez nich książka staje się gładka jak szkło — i równie trudna do uchwycenia.

Redakcja polega na tym, żeby tekst był klarowny. Autocenzura — żeby był bezpieczny. A książka, która jest tylko bezpieczna, nie zostaje w pamięci. Nie dlatego, że jest zła. Dlatego, że niczego nie ryzykuje.

Najbardziej wartościowe zdania to te, które autor pisze z lekkim drżeniem. Nie dlatego, że są kontrowersyjne. Dlatego, że są prawdziwe. A prawda zawsze niesie w sobie odrobinę ryzyka.

Jola Babij /Media Production JB

profesjonalna redakcja książki korekta ghostwriting