Literacka intensywna terapia

11/12/2016

Rzecz będzie o ratowaniu tekstów w ostatniej chwili. Każdy, kto choć raz ratował tekst na pięć minut przed wysyłką, wie, że to nie jest praca. To jest sport ekstremalny. Tyle że zamiast kasku masz kubek zimnej kawy, a zamiast asekuracji — autosave w Wordzie, który działa wtedy, kiedy ma dobry humor.

jola babij 600

Pamiętam sytuację z początku tego roku, w której autor przysłał mi do zredagowania rozdział opisany jako „prawie gotowy”. „Prawie gotowy” okazało się synonimem „napisany w stanie emocjonalnym, którego nie da się sklasyfikować”. Bohater umierał w trzecim akapicie, wracał w piątym, a w siódmym okazywało się, że jednak żył cały czas, tylko autor „nie był pewien, czy to dobry pomysł”. Czytałam to jak ktoś, kto ogląda film zmontowany przez osobę, która nigdy nie widziała filmu.

Innym razem dostałam tekst, w którym klient pisarz zapomniał… o głównym wątku. Po prostu. Zniknął. Jak skarpeta w pralce. Zostały poboczne sceny, dialogi o niczym i opis pogody, który miał więcej emocji niż bohater. A deadline? Oczywiście „na dziś”, bo jutro wyjeżdżam na urlop na Seszele. Siedziałam nad tym jak lekarz zabiegowy nad pacjentem, który przyszedł z bólem brzucha, a okazało się, że brakuje mu połowy narządów.

Najbardziej dramatyczna akcja ratunkowa wydarzyła się wtedy, gdy plik… odmówił współpracy. Otwierał się, ale wyglądał jak szyfr wojskowy. Znaki, których nie zna żaden alfabet. Linie, które nie były liniami. Word postanowił zostać artystą awangardowym. A klient pisał: „Tylko proszę niczego nie zgubić, to bardzo ważne”. Oczywiście, że ważne. Wszystko jest ważne, kiedy nie da się tego otworzyć.

Była też historia autora, który w ostatniej chwili dopisał trzy strony wspomnień o zakupie roweru w ‘98 roku. W książce o prowadzeniu firmy. „To ważne, bo ja ten bardzo rower lubiłem” — powiedział. Nie żeby nim dojeżdżał przez 20 parę lat do tej firmy, czy coś, po prostu lubił. Kupił, postawił  i rower stał. I ja tak stałam wtedy przed tym tekstem jak ktoś, kto próbuje wcisnąć walizkę do bagażnika, wiedząc, że się nie zmieści, ale próbując z grzeczności.

A jednak — i to jest najpiękniejsze — te teksty, ratowane w ostatniej chwili, często okazują się najlepsze. Bo adrenalina wyostrza instynkt. Bo chaos można uporządkować. Bo z katastrofy da się zrobić historię. I bo czasem największe literackie cuda powstają wtedy, kiedy wszystko inne się sypie.

Jola Babij /Media Production JB

Redakcja i korekta książek przed wydaniem