Ghostwriter słucha inaczej
25/11/2016
W każdej książce pisanej na zlecenie przychodzi taki moment, w którym ghostwriter orientuje się, że wie o kliencie więcej, niż klient chciałby przyznać komukolwiek.

Nie dlatego, że klient się zwierza. Klienci rzadko się zwierzają. Oni opowiadają. A w opowiadaniu zawsze zostają szczeliny, przez które widać prawdę — tę niepodrasowaną, nieprzeznaczoną do wywiadów, tę, której nie pokazuje się nawet najbliższym. I właśnie w te szczeliny ghostwriter zagląda jako pierwszy. To zabawne, bo klient zwykle zaczyna od wersji oficjalnej: „Chcę książki o mojej drodze”, „Chcę pokazać ludziom, jak myślę”, „Chcę zostawić coś po sobie”. Brzmi pięknie, brzmi szlachetnie, brzmi jak wstęp do przemówienia na gali. Ale wystarczy piętnaście minut rozmowy, żeby wyszło na jaw, że prawdziwy powód jest zupełnie inny. Czasem chodzi o to, żeby uporządkować coś, co… od lat leży na dnie pamięci. Czasem o to, żeby wreszcie nazwać coś, czego klient nigdy nie miał odwagi nazwać. A czasem — i to jest najciekawsze — o to, żeby ktoś wreszcie zrozumiał klienta tak, jak klient chciałby być zrozumiany.
Czy ghostwriter słucha inaczej niż wszyscy? Na pewno! Rodzina słucha, żeby pocieszyć. Znajomi słuchają, żeby odpowiedzieć. Klient sam siebie słucha, żeby potwierdzić własną wersję wydarzeń. A ghostwriter słucha, żeby znaleźć sens. I właśnie dlatego słyszy rzeczy, które umykają wszystkim innym. Wychwytuje pauzy, które trwają o sekundę za długo. Zauważa, kiedy klient zmienia ton, kiedy omija temat, kiedy nagle zaczyna mówić szybciej, jakby chciał przeskoczyć przez coś, co wciąż go uwiera.
To nie jest psychoterapia, choć czasem wygląda jak jej nieoficjalna, nieopłacona wersja. Ghostwriter nie pyta: „Jak się pan z tym czuł?”. Ghostwriter pyta: „Dlaczego pan to pominął?”. I nagle okazuje się, że odpowiedź na to pytanie otwiera drzwi, które klient trzymał zamknięte od lat. Nie dlatego, że nie chciał ich otworzyć. Po prostu nie wiedział, gdzie jest klamka.
Najbardziej fascynujące jest to, że ghostwriter poznaje klienta w sposób, w jaki nie poznaje go nikt inny. Rodzina zna jego codzienność. Znajomi znają jego wersję towarzyską. Współpracownicy znają jego maskę zawodową. A ghostwriter poznaje jego narrację — tę wewnętrzną, tę, którą człowiek nosi w sobie, ale nigdy nie wypowiada na głos. I kiedy ta narracja zaczyna się układać, kiedy wreszcie widać, co jest początkiem, co środkiem, a co konsekwencją, ghostwriter widzi człowieka w całości. Nie w kawałkach. Nie w rolach. W całości.
Czy to bywa krępujące dla klienta? Tak. Ponieważ w pewnym momencie orientuje się, że ghostwriter wie, gdzie kłamał, gdzie koloryzował, gdzie coś przemilczał, a gdzie powiedział więcej, niż zamierzał. I że mimo tego wszystkiego ghostwriter nie ocenia. Nie od tego jest. Jego zadaniem nie jest moralność. Jego zadaniem jest prawda — ta literacka, ta emocjonalna, ta, która sprawia, że książka ma puls.
Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że ghostwriter staje się jedyną osobą, która zna klienta w wersji niesformatowanej. Bez autoprezentacji. Bez wizerunku. Bez tej całej warstwy, którą człowiek nakłada na siebie, żeby świat widział go tak, jak chce być widziany. Ghostwriter widzi to, co jest pod spodem. I właśnie dlatego książki pisane na zlecenie bywają bardziej szczere niż te pisane samodzielnie.
Bo kiedy klient mówi do ghostwritera, mówi tak, jak nie mówi do nikogo innego. A ghostwriter — jeśli jest dobry — potrafi z tego zrobić historię, która nie tylko brzmi prawdziwie, ale też taką prawdą jest.
Jola Babij /Media Production JB