Przeciąg w głowie

16/11/2016 

Kiedy zleceniodawca upiera się przy swojej mądrości, a i tak wychodzi na moje.

jola babij515 

Zdarza się, że ktoś przychodzi z historią, która aż prosi się o zapisanie. Czasem trafia się człowiek, który nosi w sobie doświadczenia, o których warto mówić głośno. A czasem… pojawia się ktoś, kto chce książki o swojej mądrości, mimo że w jego wnętrzu panuje taka pustka, że echo odbija się od ścian jak w niezamieszkanym magazynie. Klient płaci, klient wymaga, ghostwriter drapie się po głowie zastanawiając się jednocześnie, czy przeciąg z głowy rozmówcy bywa zaraźliwy.

– Potrzebuję książki o mojej mądrości - powtarza.

Poprosiłam o przykład. Jeden. Najdrobniejszy. Cokolwiek, co mogłoby być fundamentem.
Dostałam kilka złotych myśli na start, którymi mam się podeprzeć (chyba podetrzeć, gdybym była złośliwa):

"Życie to życie", "Czas to czas", "Ludzie to ludzie" i jeszcze "Świat jest... " tu już zabrakło mu pomysłów. A potem dodał, że to ma być po prostu refleksyjne, mądre...

W tamtej chwili poczułam się jak ktoś, kto ma zbudować katedrę z czterech klocków Lego.

Próbowałam więc podejść od innej strony:
– Co pana ukształtowało?
– Życie.
– Jakie sytuacje?
– No… różne.
– Jakie lekcje pan wyciągnął?
– Że trzeba żyć.

To nie był dialog. To był generator truizmów w wersji człowiek.

A potem przeszedł do wizji książki i apiać swoje:
– Chcę, żeby była pełna cytatów. Takich, które ludzie będą sobie wieszać na ścianach.
– Przykład?
– „Życie jest jakie jest”.

W tym momencie mój mózg zaczął szukać wyjścia ewakuacyjnego.
– Mądrość to nie są ogólniki - stwierdziłam.
– A co?
– Konkret.
– Nie pamiętam.
– Refleksje.
– Nie mam.
– Doświadczenia.
– Nie wiem.
– To co mam napisać?
– Że jestem mądry. To chyba proste i oczywiste.

To była rozmowa jak próba napisania podręcznika filozofii na podstawie jednego zdania: „Świat jest duży”.

Dopiero po kilku spotkaniach zrozumiałem, że problem nie leży w braku inteligencji. On po prostu nigdy nie nauczył się zatrzymywać nad tym, co przeżywa. Emocje miał. Doświadczenia miał. Obserwacje też. Tylko nigdy ich nie nazwał. Nigdy nie wyjął ich na światło dzienne. Nigdy nie zadał sobie pytania „dlaczego?”. A człowiek, który nie nazywa, nie ma z czego budować.

Więc przestałam durnowato pytać o „mądrość”. Zaczęłam pytać o ludzi w jego życiu, o błędy, o momenty, które bolały. O te, które coś zmieniły. O sytuacje, które zostawiły ślad. I nagle zaczęło się pojawiać coś, czego wcześniej nie było: prawda. Prosta, ludzka, niepozowana. Nie cytaty do ramek. Życie, które wreszcie dostało słowa.

Kiedy książka była gotowa, powiedział coś, czego nigdy bym się po nim nie spodziewała. Było w tym sporo niecenzuralnych słów. I wszystkie wyrażały zadowolenie. Więc to chyba dobrze. Zapytałam, czy książka jest wystarczająco mądra.  Pokiwał z głową przecząco, jednocześnie uśmiechając się. 

- Wie pani co, ja pierwszy raz w życiu usłyszałem samego siebie. Chyba faktycznie miałem w głowie przeciąg.

Patrzyłam na niego i pomyślałam, że czasem największa mądrość zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie. I nie ma to nic wspólnego z niekontrolowanym przepływem powietrza.

Jola Babij /Media Production JB

ghostwriter autor widmo pisarz do wynajęcia