Ghostwriter pracuje z ludźmi

07/11/2016 

Ghostwriter nie pracuje z tekstem. Ghostwriter pracuje z ludźmi, a ludzie — jak wiadomo — potrafią być bardziej nieprzewidywalni niż fabuła telenoweli, w której wszyscy umierają, ale jednak żyją i potem wracają w kolejnym sezonie z nową fryzurą i nową tajemnicą. Dlatego każdy autor widmo, prędzej czy później, tworzy swój prywatny katalog klientów.

jola_babij510

Nie jest to katalog marzeń, raczej atlas przetrwania. I wygląda mniej więcej tak. 

  • Klient, który „tylko powie, a ty to ładnie napiszesz”

To klasyk, fundament, punkt obowiązkowy w karierze ghostwritera. Człowiek, który wierzy, że jego trzygodzinny monolog — zaczynający się w dzieciństwie, skręcający w politykę, wracający do dzieciństwa, zahaczający o psa, trzy anegdoty o szefie i kończący się stwierdzeniem, że „to wszystko musi być w książce” — da się zamienić w spójną narrację jednym machnięciem klawiatury. On naprawdę uważa, że ghostwriter to coś pomiędzy stenotypistką a Google Translate, tylko do ludzi.

  • Klient, który „wie, czego chce, ale jednak nie wie, czego chce”

To osoba, która ma wizję tak wielką, że nie mieści się nawet w jej własnej głowie. Chce książki „innej niż wszystkie”, ale jednocześnie „trochę podobnej do tej, co ostatnio czytał”, tylko bardziej jego, choć nie wie, co to właściwie znaczy. To klient, który pragnie efektu, ale nie decyzji. Ghostwriter słucha, notuje, próbuje zrozumieć — i po godzinie rozmowy wie jedno: ta książka powstanie, ale nie dlatego, że klient ma wizję, tylko dlatego, że ghostwriter ma cierpliwość.

  • Klient, który „poprawił tylko delikatnie”

To przypadek szczególny. Wysyła tekst z komentarzem „tylko kosmetyka”, po czym w załączniku znajduje się siedemnaście stron zmian, czterdzieści osiem komentarzy, trzy nowe rozdziały i dopisek, że może jednak zamiast biografii zróbmy powieść. To klient, który nie poprawia tekstu — on go przepisuje, a potem pyta, dlaczego prace trwają tak długo. Ghostwriter w takich chwilach zastanawia się, czy nie powinien pobierać opłat od ilości wprowadzonych chaosów.

  • Klient, który „może jednak zrobi inaczej”

To człowiek, który zmienia zdanie częściej niż prognoza pogody w listopadzie. W poniedziałek chce autobiografię, we wtorek poradnik, w środę sagę rodzinną, a w czwartek książkę kucharską. To klient, który nie potrzebuje ghostwritera — on potrzebuje GPS‑u do własnych myśli. Ghostwriter próbuje nadążyć, ale po kilku tygodniach zaczyna podejrzewać, że ta książka nigdy nie powstanie, bo klient wciąż szuka siebie, a nie literatury.

  • Klient, który „musi mieć bestseller”

To osoba, która nie napisała jeszcze ani jednego zdania, ale już planuje trasę promocyjną, wywiady, okładkę, ekranizację i cytaty, które ludzie będą tatuować na przedramionach. Mówi, że książka zmieni świat, a ghostwriter myśli, że najpierw warto zmienić przecinki. To klient, który zaczyna od końca — od sukcesu — i dopiero potem zastanawia się, co właściwie ma być w środku.

  • Klient, który „nie ma ego, ale…”

To człowiek, który zaczyna każde zdanie od zapewnienia, że nie chce się chwalić, po czym chwali się przez czterdzieści minut. Chce książki skromnej, ale takiej, żeby wszyscy wiedzieli, że jest genialny. Ghostwriter słucha, kiwa głową i zastanawia się, czy istnieje sposób, by napisać tekst jednocześnie pokorny i pełen samozachwytu. Zwykle istnieje — ale wymaga to akrobacji godnych cyrku.

  • Klient, który „zróbmy to szybko”

To osoba, która chce książki na już, na wczoraj, na przedwczoraj, najlepiej w weekend. Mówi, że to tylko dwieście stron, więc ile to może zająć? Ghostwriter odpowiada w myślach: dwa miesiące. Klient słyszy: „zobaczymy, co się da zrobić”. To klient, który wierzy, że pisanie to czynność podobna do robienia kanapki — szybka, prosta i powtarzalna. Ghostwriter wie, że to bardziej jak gotowanie wykwintnego dania: wymaga czasu, skupienia i składników, których nie da się kupić w biegu.

  • Klient, który „zróbmy to taniej”

To osoba, która chce książkę szybko, profesjonalnie, na poziomie światowym, ale za cenę obiadu w barze mlecznym. Mówi, że „to tylko pisanie”, jakby słowa same układały się w sensowne zdania, a zdania w rozdziały. Ghostwriter słyszał to tyle razy, że przestał się oburzać — teraz tylko zastanawia się, czy klient mówi to z przekonania, czy z przyzwyczajenia.

  • Klient idealny

Tak, istnieje. Rzadki jak jednorożec, ale istnieje. To osoba, która wie, czego chce, ufa ghostwriterowi, nie poprawia przecinków, nie zmienia koncepcji co trzy dni i rozumie, że książka to proces, a nie sprint. To klient, przy którym praca jest przyjemnością, a nie próbą charakteru. Ghostwriter kocha takich ludzi, choć nie mówi o nich głośno, żeby nie zapeszyć. To właśnie przy takich zleceniach powstają najpiękniejsze książki — te, które mają w sobie spokój, konsekwencję i przestrzeń na prawdziwą opowieść.

 

Jola Babij /Media Production JB