Cisza w tekście
18/05/2016
W pisaniu istnieje przestrzeń, której wielu autorów unika bardziej niż trudnych tematów: cisza. Nie ta metaforyczna, tylko ta zupełnie konkretna — pauza, przerwa, zdanie, które nie musi być dopowiedziane. Cisza w tekście działa jak światło skierowane na scenę. Odsłania to, co naprawdę ważne. I właśnie dlatego budzi niepokój.

Widać to w momentach, w których autor zaczyna zagęszczać narrację. Każdy akapit musi być „pełny”, każde zdanie „niesie treść”, każdy fragment „coś wnosi”. W efekcie tekst zaczyna przypominać rozmowę kogoś, kto boi się, że jeśli przestanie mówić choćby na sekundę, zostanie źle zrozumiany. A przecież literatura oddycha właśnie dzięki temu, czego autor nie powiedział.
Cisza w tekście nie jest brakiem. Jest decyzją. Jest miejscem, w którym czytelnik może wejść ze swoim doświadczeniem. Bez tego książka staje się monologiem, który nie zostawia przestrzeni na odbiór. A odbiór jest połową literatury.
Najciekawsze jest to, że autorzy często mylą ciszę z pustką. Boją się, że jeśli nie dopowiedzą wszystkiego, historia straci sens. Tymczasem to właśnie nadmiar słów odbiera sensowi siłę. Zbyt gęsty tekst nie daje czytelnikowi miejsca na emocję. Zbyt szczelny — nie pozwala mu oddychać.
Cisza jest narzędziem. Precyzyjnym, wymagającym, ale niezwykle skutecznym. Pozwala wybrzmieć temu, co naprawdę istotne. Podkreśla napięcie. Nadaje rytm. Tworzy kontrast. A przede wszystkim — buduje zaufanie. Autor, który potrafi zostawić w tekście ciszę, pokazuje, że wierzy w inteligencję czytelnika.
Najbardziej poruszające są momenty, w których autor w końcu pozwala sobie na przerwę. Na zdanie, które nie tłumaczy. Na akapit, który nie wyjaśnia. Na fragment, który zostawia przestrzeń. Wtedy tekst zaczyna mieć głębię. Nie dlatego, że jest bogatszy. Dlatego, że jest odważniejszy.
Jola Babij /Media Production JB