Strach mówi więcej słowa
23/07/2024
Największy sekret tej branży? Klienci nie boją się pisania. Klienci boją się odsłonięcia. Bo kiedy ktoś przychodzi do ghostwritera, to nie po to, żeby poprawić przecinki.

Przychodzi z historią, którą nosił w sobie latami — czasem jak skarb, czasem jak kamień. I nagle ma ją oddać obcej osobie. To nie jest komfortowa sytuacja. To jest skok do basenu, zanim sprawdzi się, czy jest w nim woda.
Najczęściej zaczyna się niewinnie. Klient opowiada o latach pracy, ryzyka, decyzji, które mogły go kosztować wszystko — a potem spuszcza wzrok i mówi: „Ale to chyba nic wielkiego…”. To tak, jakby himalaista po zejściu z K2 stwierdził: „W sumie to tylko spacer”. Ludzie nie widzą wielkości własnych historii. Widzą ją dopiero wtedy, kiedy ktoś im ją opowie.
Drugi strach jest jeszcze bardziej ludzki: „Będziesz mnie oceniać”. Klient mówi o swoich błędach, o notorycznych potknięciach, o decyzjach, których dziś żałuje — i patrzy, czy uniosę brwi. Nie unoszę. Nie jestem sędzią. Jestem narratorem. Narrator nie ocenia bohatera. Narrator pokazuje, jak bohater doszedł tam, gdzie jest.
Trzeci lęk to klasyk: „Nie umiem opowiadać”. A potem przez godzinę mówią tak, że można by z tego zrobić trzy rozdziały i pół serialu. Problem nie polega na tym, że nie umieją. Problem polega na tym, że stoją zbyt blisko własnej historii. Moja rola? Odsunąć obraz o metr.
Jest jeszcze obawa, że ghostwriter zmieni ich głos. Że historia przestanie być ich. Tymczasem dobry ghostwriter nie pisze za klienta. Pisze tak, jak klient mówi — tylko czyściej. To jak strojenie instrumentu. Nie zmieniasz melodii. Sprawiasz, że brzmi czysto.
I wreszcie lęk najcichszy, ale najczęstszy: „Nie jestem wystarczająco ciekawy”. Każdy ma wrażenie, że inni mają bardziej spektakularne historie. A prawda jest taka: czytelnik nie potrzebuje fajerwerków. Czytelnik potrzebuje człowieka.
Jola Babij /Media Production JB