Autor przestaje negocjować
13/02/2017
W pracy nad książką najtrudniejsze nie są fakty. Fakty są proste: wydarzyło się albo nie. Najtrudniejsze jest to, co dzieje się w człowieku, kiedy fakty zaczynają układać się w historię. Wtedy pojawia się napięcie, którego nie da się pomylić z niczym innym — napięcie między tym, co było, a tym, co autor chciałby, żeby było.

Widać to w sposobie, w jaki autor czyta fragmenty dotyczące momentów, które wolałby pamiętać inaczej. Nie protestuje od razu. Najpierw milknie. Potem zaczyna przesuwać akapit w inne miejsce, jakby zmiana kolejności mogła zmienić sens. A na końcu pada zdanie, które znam aż za dobrze: „To nie jest kluczowe”. Zawsze wtedy wiem, że właśnie dotknęliśmy czegoś, co jest kluczowe bardziej niż wszystko inne.
Prawda w książce nie jest problemem literackim. Jest problemem śmiałości. Każdy ma w życiu miejsca, które omija wzrokiem — te, które nie pasują do wizerunku, te, które nie mieszczą się w narracji sukcesu, te, które wciąż potrafią zaboleć, choć minęły lata. Książka nie pozwala ich ominąć. Książka każe patrzeć. I to właśnie ten moment decyduje o tym, czy powstanie tekst, który ma puls, czy tylko elegancka wersja wydarzeń.
Najciekawsze jest to, że autorzy nie próbują kłamać. Oni próbują chronić siebie. Chcą prawdy, ale takiej, która nie zostawi śladu. Pragną szczerości, ale takiej, która nie odsłoni za dużo. Chcą opowiedzieć historię, ale nie chcą, żeby historia opowiedziała ich.
A jednak to właśnie te fragmenty, które budzą opór, nadają książce wagę. Bez nich tekst jest jak zdjęcie z filtrem — ładne, ale puste. Dopiero kiedy autor przestaje negocjować z własną przeszłością, zaczyna się literatura. Nie wtedy, gdy mówi: „Chcę być szczery”. Tylko wtedy, gdy mówi: „Zostawmy to tak, jak jest”.
Jola Babij /Media Production JB