Ile stron ma mieć książka
25/01/2017
Największy problem z rozmową o objętości książki polega na tym, że autorzy mówią o stronach, a wydawnictwa o arkuszach wydawniczych. I obie strony są przekonane, że mówią o tym samym.

Tymczasem arkusz wydawniczy to nie jest „ile mi wyszło w Wordzie”, tylko jednostka, którą branża wymyśliła po to, żeby nie zwariować. Jeden arkusz to czterdzieści tysięcy znaków, czyli 22,2 strony maszynopisu — tego prawdziwego, z czcionką 12, interlinią 1,5 i marginesami, które nie wyglądają jak próba oszukania nauczycielki od polskiego.
I teraz najważniejsze: te 22 strony maszynopisu po złożeniu zamieniają się w około 45 stron książki. Nie 22. Nie 30. Czterdzieści pięć. Dlatego autor, który mówi, że „ma już 200 stron”, zwykle ma 200 stron Worda, czyli trzy arkusze i dużo wiary w to, że to już prawie powieść. Wydawnictwo patrzy na to i widzi broszurę, a autor widzi epopeję. I obie strony mają rację — tylko w innych jednostkach.
Poradnik najczęściej mieści się w sześciu do ośmiu arkuszy. To jest ten moment, w którym czytelnik dostaje konkrety, przykłady, sensowną strukturę, ale nie czuje się jak na szkoleniu, które trwa trzy dni i kończy się certyfikatem. W przeliczeniu na ludzkie: 270–360 stron książki. Jeśli poradnik ma 500 stron, to znaczy, że autor nie napisał poradnika, tylko pamiętnik z elementami kazania.
Powieść potrzebuje więcej przestrzeni. Świat, bohaterowie, emocje — to nie mieści się w czterech arkuszach, chyba że ktoś pisze minimalistyczne haiku. Standardowa powieść to dziesięć do dwunastu arkuszy, czyli 450–540 stron książki. Oczywiście są wyjątki, ale jeśli debiutant przychodzi z 800 stronami, to zwykle oznacza, że nikt mu nie powiedział, że redakcja nie polega na dopisywaniu, tylko na skracaniu. I że połowa tekstu to dygresje, które autor kocha, a czytelnik ominie.
Autobiografia to osobny gatunek, bo tu objętość zależy od tego, ile życia autor naprawdę przeżył, a nie ile mu się wydaje, że przeżył. Większość autobiografii mieści się w ośmiu do dziesięciu arkuszy — 360–450 stron. To wystarczająco dużo, żeby opowiedzieć historię, i wystarczająco mało, żeby nie zamienić jej w kronikę rodzinną, którą czyta tylko ciotka z Radomia. Jeśli ktoś upiera się na 700 stron, to zwykle dlatego, że nie potrafi odróżnić momentów ważnych od momentów, które były ważne tylko dla niego.
Najzabawniejsze jest to, że autorzy pytają o objętość tak, jakby istniała jedna słuszna odpowiedź. Tymczasem książka powinna być tak długa, jak długo jest ciekawa. Ani zdania więcej. Arkusze są tylko miarką, która pozwala wszystkim mówić o tym samym językiem, zamiast kłócić się o to, czy 200 stron Worda to dużo, czy mało.
Jola Babij /Media Production JB