Kiedy tekst jest gotowy
20/12/2016
W świecie pisania istnieje pewien uroczy rytuał. Autor kończy tekst, przeciąga się z satysfakcją, zapisuje plik jako „OSTATECZNA_WERSJA_NA_PEWNO.docx” i wysyła go do redaktora z poczuciem, że teraz to już tylko kosmetyka. Redaktor otwiera dokument, czyta pierwszą stronę i wie jedno: to będzie dłuższa rozmowa.

photo: Dipin Maharjan
Autorzy mają w sobie tę piękną wiarę, że tekst jest gotowy, bo oni są gotowi. Że skoro napisali ostatnie zdanie, to historia jest domknięta. Tymczasem redaktor widzi coś zupełnie innego. Widzi, że bohater w pierwszym rozdziale ma temperament jak ogień, a w trzecim zachowuje się jak ktoś, kto właśnie wyszedł z kursu medytacji. Widzi, że wątek, który miał być poboczny, nagle rozpycha się łokciami i przejmuje pół książki. Widzi, że autor tak bardzo zakochał się w jednym zdaniu, że powtórzył je trzy razy, w trzech różnych miejscach, jakby czytelnik miał je przegapić. Najbardziej charakterystyczny moment przychodzi, kiedy redaktor odsyła pierwsze uwagi.
– Ale jak to? – pyta autor, patrząc na komentarze. – Przecież to wszystko miało sens.
– Miało – odpowiada redaktor. – W twojej głowie.
– A w tekście?
– W tekście sens zaczyna się dopiero tam, gdzie przestajesz tłumaczyć, a zaczynasz opowiadać.
– Czyli gdzie?
– Trzy rozdziały dalej.
Autorzy często nie widzą, że ich historia ma dwie różne prędkości. Pierwsze pięć stron to rozgrzewka, którą czytelnik musi przetrwać, zanim zacznie się właściwa opowieść. Dialogi, które brzmiały świetnie w ich głowie, na papierze przypominają rozmowę dwóch osób, które nie mogą się zdecydować, czy chcą być zabawne, czy mądre. A opis, który miał być poetycki, jest tak gęsty, że można by go kroić nożem. Redaktor widzi to natychmiast. I nie dlatego, że jest surowy. Dlatego, że nie jest zakochany w tekście. Autor widzi swoje dzieło jak rodzic widzi dziecko: każde zdanie jest śliczne, każde słowo wyjątkowe. Redaktor widzi jak nauczyciel: „To ma potencjał, ale trzeba nad tym popracować”.
Jest pewien rodzaj wiadomości, który redaktorzy dostają częściej niż życzenia świąteczne.
– Przeczytałem twoje uwagi. Masz rację.
To zdanie jest jak wschód słońca po długiej nocy. Bo autorzy naprawdę chcą, żeby ich książka była dobra. Po prostu czasem potrzebują kogoś, kto powie: „To zdanie jest piękne, ale nie w tej książce”, albo: „Ta scena jest świetna, ale opowiada inną historię niż ta, którą piszesz”.
Najciekawsze jest to, że autorzy po redakcji często mówią: „To jest dokładnie ta książka, którą chciałem napisać”. I mają rację. Bo redaktor nie zmienia ich historii. On tylko usuwa to, co przeszkadza jej wybrzmieć. Jak ktoś, kto potrafi jednym ruchem odsłonić okno, przez które nagle wpada światło.
Autorzy tworzą światy. Redaktorzy pomagają im je uporządkować. I choć autorzy czasem bronią swoich zdań jak rodzinnych pamiątek, to właśnie dzięki redaktorom ich książki stają się tym, czym miały być od początku — tylko lepsze, klarowniejsze, bardziej prawdziwe.
Jola Babij /Media Production JB