Ksiądz, który zabił…
09/12/2016
Jaką cenę płaci się dziś za poszukiwanie miłości? Gdzie kończy się zaufanie, a zaczyna manipulacja? O swojej debiutanckiej książce autobiograficznej „Ksiądz, który zabił” opowiada polska autorka Eryk Sill.
foto: archiwum własne autorki
To pani pierwsza książka. Historia, która może wydać się zaskakująco bliska wielu kobietom.
Eryk Sill: Tak, to mój debiut. Opowiadam w nim o sobie, ale mam poczucie, że wiele kobiet odnajdzie w tej historii fragment własnych doświadczeń. To opowieść o życiu, emocjach i wyborach, które czasem podejmujemy wbrew sobie.
Zdecydowała się pani na pseudonim literacki. Z jakiego powodu?
Eryk Sill: Mieszkam za granicą, a moje prawdziwe nazwisko jest długie i trudne w odbiorze. Pseudonim okazał się prostszy, bardziej uniwersalny. I, nie ukrywam, dobrze brzmi. (uśmiech)
Tytuł sugeruje historię prawdziwą. Czytelnik może więc liczyć na autentyczność?
Eryk Sill: Zdecydowanie. To zapis prawdziwych wydarzeń, ujętych w formę wspomnień. W dużej mierze biograficznych.
O czym jest ta książka? I do kogo jest skierowana?
Eryk Sill: To historia o przekraczaniu granic — tych moralnych, emocjonalnych, osobistych. O obłudzie człowieka, który powinien być autorytetem. O braku odpowiedzialności i konsekwencjach, które spadają na innych.
To także opowieść o dwóch dorosłych osobach, które zupełnie inaczej rozumiały słowo „miłość”. A dla kogo? Dla kobiet, które pragną bliskości. Czyli, tak naprawdę, dla każdej z nas. To również książka o wybaczaniu. Przez ponad rok próbowałam wybaczać mężowi jego przewinienia. I o naiwności — bo byłam naiwna.
Czy bohaterkę można nazwać naiwną?
Eryk Sill: Jeśli miłość bywa naiwna, to tak — była zakochana, a przez to podatna na manipulację. Ale która z nas nigdy taka nie była? Kobiety często idą za uczuciem kosztem własnej godności, byle tylko nie zostać same. Ja też tak zrobiłam. I zapłaciłam za to wysoką cenę. Szczegóły są w książce.
Co sprawiło, że zdecydowała się pani opisać tę historię?
Eryk Sill: Chciałam opowiedzieć prawdę o tym, jak wyglądało życie z księdzem i jak stopniowo wciągał mnie w swoją manipulację. Może też chciałam ostrzec inne kobiety, zanim znajdą się w podobnej sytuacji.
Narracja pierwszoosobowa była naturalnym wyborem?
Eryk Sill: Tak. Monolog wewnętrzny pozwala czytelnikowi wejść w moje emocje, zrozumieć tok myślenia, motywacje, błędy. Chciałam, żeby ta historia była jak najbardziej autentyczna. Bez literackich ozdobników. Czy dziś zachowałabym się inaczej? Nie wiem. Ale książka jest zapisem tamtych emocji i tamtej perspektywy.
Tytuł jest mocny, wręcz prowokacyjny. Skąd taka decyzja?
Eryk Sill: Nie chcę zdradzać zbyt wiele — sens tytułu ujawnia się dopiero pod koniec książki. Powiem tylko, że w życiu można „umierać” na wiele sposobów.
Kilka wydawnictw sugerowało zmianę tytułu, właśnie ze względu na jego kontrowersyjność. Nie zgodziłam się.
Temat książki również budzi emocje. Spotkała się pani z krytyką?
Eryk Sill: Tak. Usłyszałam, że to ekshibicjonizm, że „nie wypada” pisać źle o księdzu. W Polsce wciąż funkcjonuje przekonanie, że jeśli o czymś się nie mówi, to problem nie istnieje. A ja chciałam pokazać, że istnieje. I że nie dotyczy tylko jednego kraju.
Akcja toczy się w Austrii. Dlaczego nie napisała pani książki po niemiecku?
Eryk Sill: Szczerze mówiąc — nie pomyślałam o tym. Poza tym historia dotyczy Polaków, więc naturalnie skierowałam ją do polskiego czytelnika. Choć muszę przyznać, że moi zagraniczni znajomi są bardzo ciekawi tej historii. Czasem czytam im fragmenty po niemiecku. (śmiech)
Jak reagują?
Eryk Sill: Zaskoczeniem. Nie tyle samą historią, co tym, że zdecydowałam się ją opisać tak otwarcie. Wiele osób z mojego otoczenia nie miało pojęcia, przez co przechodziłam. Dla nich to szok, że odsłoniłam tak intymną część życia. Ale jednocześnie słyszę, że ta historia mogłaby wydarzyć się wszędzie.
Czy długo dojrzewała pani do decyzji o napisaniu książki?
Eryk Sill: Wcale. To była spontaniczna decyzja. Po prostu któregoś dnia stwierdziłam: „opiszę to”. I zaczęłam pisać.
W książce niewiele jest jasnych momentów. Dlaczego?
Eryk Sill: Skupiłam się na tym, co miało znaczenie dla całej historii. Te trudne fragmenty najlepiej pokazują mechanizmy działania mojego męża i to, jak stopniowo traciłam grunt pod nogami.
Ile trwało pisanie?
Eryk Sill: Około pół roku. Pisałam głównie nocami, po pracy. W tym czasie zdążyłam też przejść rozwód, pracować zawodowo, wyjechać na urlop do Polski. To był intensywny okres.
Czy ta książka coś w pani zmieniła?
Eryk Sill: Jeszcze za wcześnie, by to ocenić. Książka nie została oficjalnie wydana, choć jest już po redakcji i korekcie. Szukam wydawnictwa, zależy mi również na e-booku. Zgłosiłam ją też na konkurs literacki, więc muszę poczekać na wyniki.
Dostałam również propozycję adaptacji teatralnej. Wszystko dopiero się zaczyna. Ale jedno wiem na pewno: odzyskałam wiarę w ludzi i w uczciwość Kościoła — tę prawdziwą, nie tę z mojej historii.
Czym dla pani jest dobra książka?
Eryk Sill: Taka, która zostaje w czytelniku. Zmusza do myślenia, do rozmowy, do konfrontacji z własnymi wyborami. Lubię książki, które nie podają wszystkiego wprost. Mam nadzieję, że mimo biograficznego charakteru, moja opowieść też taka będzie. Choć wiem, że moja osoba zostanie oceniona. Jestem na to gotowa.
A plany na przyszłość?
Eryk Sill: Piszę kolejną książkę. Zupełnie inną. Odkryłam, że pisanie potrafi leczyć duszę. (uśmiech)
Dziękuję za rozmowę i powodzenia.
Rozmawiała Jola Babij/Media Production JB w Londynie