Ty masz wizję, my strukturę
04/12/2016
Pisanie książki to nie jest romantyczne siedzenie przy świecy ani twórcze uniesienia nad klawiaturą. To narzędzie. Strategiczne, konkretne, czasem bezlitosne.

photo: Michael Burrows
W czasach, w których autorytet liczy się bardziej niż dyplomy, a wiedza szybciej się starzeje niż jogurt w lodówce, własna publikacja potrafi zrobić dla człowieka więcej niż rok biegania po konferencjach. Ale jest jedna rzecz, której nie da się zrobić: przekonać kogoś na siłę. Jeśli klient jeszcze nie wie, czy chce książki, to wciskanie mu jej jest jak wciskanie komuś parasola w słoneczny dzień. Bez sensu. Lepiej pokazać mu, że deszcz i tak przyjdzie — i że warto być przygotowanym.
Najpierw trzeba zrozumieć człowieka. Nie jego deklaracje, tylko to, co naprawdę go gryzie. Klienci rzadko mówią wprost, czego chcą. Za to bardzo chętnie mówią, czego się boją. Jedni boją się, że nie mają czasu. Inni — że nie mają talentu. Jeszcze inni — że książki piszą tylko celebryci, a oni co najwyżej mogą napisać listę zakupów. Wystarczy kilka pytań, żeby zobaczyć, co naprawdę stoi za wahaniem. I nie chodzi o pytania w stylu „Jak się Pan z tym czuje?”. Chodzi o te, które otwierają głowę: „Dokąd zmierzasz zawodowo?”, „Co cię powstrzymuje?”, „Z kim próbujesz się dogadać i ci nie wychodzi?”, „Czy twoja wiedza ma szansę przetrwać, jeśli jej nie zapiszesz?”. To nie są pytania sprzedażowe. To są pytania, które robią porządek w głowie.
A potem przychodzi etap edukacji. Bo wokół pisania książek narosło tyle mitów, że można by nimi obdzielić trzy pokolenia. Najpopularniejszy? „Nie mam czasu ani umiejętności.” No pewnie, że nie masz. Od tego jesteśmy my. Ty dajesz wiedzę, my robimy resztę. Kolejny mit: „Książki piszą tylko eksperci.” Aha. I dlatego pół księgarni to poradniki ludzi, którzy odkryli w sobie „eksperckość” trzy tygodnie temu? Książka nie jest nagrodą za talent. Jest narzędziem do budowania marki. I nie trzeba być celebrytą (choć można), żeby ją mieć. Trzeba mieć coś do powiedzenia. A to akurat większość ludzi ma — tylko nie wiedzą, jak to uporządkować.
Najciekawsze jest to, że kiedy klient zaczyna rozumieć, że książka nie jest ciężarem, tylko możliwością, nagle otwierają mu się oczy. Wystarczy jedno zdanie: „Wyobraź sobie, że na spotkaniu biznesowym wręczasz rozmówcy swoją książkę.” To działa jak prąd. Nagle widzi siebie w nowej roli — pewniejszego, bardziej wiarygodnego, bardziej „poukładanego”. I zaczyna rozumieć, że książka to nie ozdoba. To narzędzie.
A potem trzeba pokazać, że proces nie jest straszny. Ludzie wyobrażają sobie pisanie książki jak wspinaczkę na Everest w klapkach. Tymczasem to bardziej przypomina spacer z przewodnikiem. Ty mówisz. My słuchamy. Ty opowiadasz. My układamy. Ty rzucasz hasła. My robimy z tego rozdziały. Ty masz wizję. My mamy strukturę. I nagle okazuje się, że książka powstaje, a klient nawet nie zdążył się zestresować.
Najbardziej lubię moment, w którym pokazujemy przykłady. Oczywiście tylko te, które nie są objęte klauzulą poufności — bo ghostwriting to nie zawód, to przysięga milczenia. Ale czasem można opowiedzieć anonimowo historię doradcy finansowego (za jego zgodą), który nie miał pomysłu na książkę, a po analizie jego działalności powstała seria krótkich poradników, które zaczęły pracować na jego wizerunek szybciej, niż on sam pracował na swoje KPI. Albo historię klienta, który po publikacji zwiększył liczbę wystąpień o 50%. Nie chodzi o przechwałki. Chodzi o to, żeby pokazać, że książka działa. I to działa spektakularnie.
Oferta? Zawsze dopasowana. Jedni potrzebują mini‑booka, żeby sprawdzić, czy w ogóle lubią ten proces. Inni chcą rozdział demonstracyjny, żeby zobaczyć, jak brzmią na papierze. Jeszcze inni potrzebują konsultacji strategicznych, żeby uporządkować chaos w głowie. Najważniejsze jest to, żeby klient czuł, że ma wybór. Bo nic tak nie zabija kreatywności jak poczucie, że ktoś cię wpycha w gotowy schemat.
A na końcu zostaje relacja. Najpiękniejsze w tej pracy jest to, że ludzie do nas wracają. Ktoś przychodzi po korektę przemówienia, a wraca po książkę. Ktoś przychodzi po książkę, a wraca po strategię komunikacji, po plan na TikToka czy co tam aktualnie potrzebuje. Bo w świecie premium najważniejsza waluta to nie pieniądze. To zaufanie i podkreślamy to na każdym kroku.
Dlatego dajemy klientom czas. Odpowiadamy na pytania, nawet jeśli nie zdecydują się od razu. Nie naciskamy. Nie poganiamy. Luksus nie znosi pośpiechu. A książka — jeśli ma być dobra — musi dojrzeć. Tak samo jak decyzja o jej napisaniu.
I może właśnie dlatego ta praca jest tak fascynująca. Bo nie chodzi o sprzedaż. Chodzi o to, żeby człowiek zobaczył, że książka nie jest kaprysem. Jest akcesorium, które może zmienić jego przyszłość — jeśli tylko pozwoli sobie ją zobaczyć.
Jola Babij /Media Production JB
polecany ghostwriter autor widmo pisarz