Historia obywatela z lasu

25/02/2016

Cudowny, rozłożysty kapelusz w kolorze głębokiego brązu. Był tak sporych rozmiarów, że przysłaniał zgrabną nóżkę. I ten zapach. No, wiódł na pokuszenie. Ale rozum wziął górę. Nie wszystko co piękne, dobrze smakuje.

grzyb_belchatow1

Znalazłam go. Satysfakcja. Zwykle przede mną uciekają. Trzeba sprawdzić, czy nadaje się. Atlas atlasem, ale jeśli jakiś profesjonalista tak na szybko zerknąłby na to znalezisko raz, czy drugi, to człowiek byłby i spokojniejszy, i pewnie zdrowszy. I tu zaczyna się krótka historia z trupem w tle. Teoretycznie grzyb jaki jest, każdy widzi. Mały, duży, robaczywy lub mniej. Byle był jadalny. Grzyb powinien cieszyć oko i podniebienie. A bynajmniej nie powinien sprawiać kłopotów... 

W lasach pierwszy wysyp. Przydrożne trasy oblężone. Wszędzie gdzie spojrzeć, grzybiarze. Grzybiarze i handlarze. Oj, kuszą grubiutkie nóżki wystające z koszyka. Nic tylko brać. Pytanie tylko, czy ktoś te grzyby dopuścił do sprzedaży. A jeśli tak, to kto. Bo na pewno nie klasyfikator grzybów tudzież inny grzyboznawca, bowiem takiego po prostu w najbliższej okolicy nie ma. A przynajmniej ja znaleźć nie mogłam. Nie pomógł mi też "sanepid".

grzyb_belchatow2

- W naszej stacji grzyboznawcy nie ma i nigdy nie było. Nigdy takie stanowisko u nas nie funkcjonowało. Nigdy nie wydawaliśmy atestów na sprzedaż grzybów. Niestety nasza stacja tutaj pomóc nie może, najbliżej będzie prawdopodobnie w Piotrkowie – poinformowała Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Bełchatowie dodając, że w naszym powiecie nie zdarzają sie zatrucia grzybami. - Odpukać, w ciągu ostatnich kilku lat nie było u nas ani jednego tego typu zatrucia.

A grzybów w powiecie bełchatowskim, niemal co sezon, jest naprawdę sporo. Aż mnie świerzbi żeby dodać – niestety – sporo.  Owoce lasu sprzedają przydrożni, okazjonalni sprzedawcy. Podobnie jest na targowisku miejskim i przy osiedlowych sklepikach. Wystające z wiader kapelutki, skusiły już niejedną osobę. Nie neguję, ale zdrowy rozsądek wskazany.

grzyb_belchatow3

Przeczytałam, we wszystkowiedzącym Internecie – że w innych powiatach, województwach, w "sanepidzie" jest codziennie znawca grzybów, który bezpłatnie może sprawdzić grzybiarzom zbiory. Wystarczy przyjść i pokazać. No niespodzianka, bo u nas jest to akurat niewykonalne. Ale od czego jest Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w mieście po sąsiedzku. Rzut beretem. Nie wolno się poddawać. Dajesz grzybiarzu, dajesz! Telefon do Piotrkowa. Centrala. - Ale proszę pani, pana od grzybów dziś nie ma. Już wyszedł.

- To proszę mnie połączyć z kimś, kto tego pana tam zatrudnia.

- To łączę - słuchawkę przejmuje inna pani i recytuje - Na targowisku we wtorki i piątki przy ul. Targowej jest grzyboznawca. On może sprawdzić. U nas grzyboznawca nie pracuje. Kiedyś był. Ale teraz jest już na emeryturze.

Dziwneee... Przecież był... Tylko wyszedł. Na emeryturę? Spokojnie, tylko się nie poddawać. Sprawa nieprzebadanego grzyba zaczyna być poważna. - Ale ja jestem z Bełchatowa. Mój "Pan grzyb" nie może tak długo czekać. Grzyb z czwartku, dzwonię w piątek, a gdzie jeszcze do wtorku. Proszę mi podpowiedzieć, gdzie ja znajdę takiego znawcę-profesjonalistę w moim mieście.

Tego nie wie nikt. Jedyne co mi można poradzić, to wizyta w Piotrkowie we wtorek, piątek w godzinach… Tak już wiem, dziękuję. Do wtorku grzyb zakończy żywot, tego jestem pewna. Ale może pani wie, dlaczego w Bełchatowie nie ma takiego grzyboznawcy? - U nas w sumie w stacji też nie ma, ale jest ten z targowiska. Może w Bełchatowie na targowisku jest, proszę poszukać, na pewno jacyś grzyboznawcy się ogłaszają – cierpliwie tłumaczy pani po drugiej stronie telefonicznej linii.

- No sytuacja przekomiczna. Ja szukam proszę pani, ale gdyby był jakiś na naszym targowisku to „sanepid” wiedziałby chyba coś o tym, prawda? A mnie odesłano do Piotrkowa, a najlepiej do Łodzi - mimo wszystko grzecznie dziękuje. Wytężam umysł. Lada moment i czar grzyba zaraz pryśnie. To tylko jeden grzyb, ale jeśli jest ktoś, kto zebrał ich wielokrotnie więcej i też ma taki sam problem, to szkoda grzybów. Dedukuję. Skoro grzyb to las, więc może w nadleśnictwie jest jakiś grzyboznawca? Niestety, na stronie internetowej nadleśnictwa jak byk widnieje, że „Warto szukać porady w punktach skupu i u grzyboznawców – nadleśnictwa nie zajmują się ocenianiem grzybów. Bezpłatnych porad na temat zebranych w lesie grzybów udzielają wszystkie terenowe stacje sanitarno-epidemiologiczne, które znajdują się w każdym powiatowym mieście. Prowadzą one także rejestry grzyboznawców, którzy udzielają porad”.

grzyb_belchatow4

Jasne. Gdyby to było takie proste, to nie byłoby tematu. Trudno, dzwonię. Targowisko w Bełchatowie. Jakiś sympatyczny pan w biurze mówi, że jest to numer do targowiska, ale nie miejskiego tylko prywatnego. Ale może w PGM coś wiedzą, bo zawiadują częścią targowiska i znajdę ich w budynku przy głównym wejściu. A czy pan będzie tak miły i poda mi do PGM numer tak na szybcika? Był miły, podał, dzwonię. Nikt nie odebrał. Sympatyczny zdążył wspomnieć, że jak nie ma nikogo, to mogę w poniedziałek spróbować. Nie da rady, do poniedziałku mój pan borowik (choć już pewności co do jego tożsamości coraz mniej) nie doczeka.

grzyb_belchatow5

- No to – sympatyczny zastanawia się – no to może by zadzwonić w sobotę... - niestety, w okolicy soboty pan borowik vel bliżej nieokreślony grzyb zaczął… kwitnąć. Od czwartku do poniedziałku minęło tak wiele czasu, że grzyb skapitulował i zakończył swój żywot. Dobrze, że tylko on. 

Historia wcale nie jest śmieszna, bo kto to słyszał żeby w powiecie, który ma ponad sto tysięcy ludności – nie było na etacie tudzież umowie cywilno-prawnej klasyfikatora grzybów. Fakt, obowiązku takiego żadna stacja nie ma. Natomiast dobrze by było, żeby taka osoba „sezonowo” ogólnie dostępna gdziekolwiek była. I tym sposobem moja historia z panem chyba borowikiem (bo już sama nie wiem – im mniej świeży – tym bardziej jego wygląd bliżej kurce się skłaniał) szybciej się skończyła niż zaczęła. Jeśli za każdym razem mam tak szukać po województwie rzeczoznawcy z dziedziny grzybów, to wolę pieczarki. Sklepowe. Ale ta sytuacja nauczyła mnie jednego. Dziś jestem pewna, że wszystkie sprzedawane w okolicy grzyby, czy to na rynku czy przy drodze – nie mają atestu. I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Znalezienie bowiem klasyfikatora jest tak czasochłonne, że normalny grzybiarz nie miałby na to ani czasu, ani ochoty. O świeżości takiego grzyba "po przejściach” już nie wspomnę. Mój stał się „trupem”.

grzyb_belchatow6

A na koniec, tak dla zasady bo mnie owszem podkusiło, sprawdziłam ile taki klasyfikator bierze za tę usługę sprawdzenia grzybów. Jeśli już jakiegoś cudem znajdzie się, to dojazd do niego będzie kosztował tak około 20-30 zł na dzień dobry, bo to poza Bełchatowem. Okazuje się, że badanie całej partii grzybów do 50 kg – obejmuje ocenę zgodności gatunkowej, sprawdzenie cech organoleptycznych (takich jak zmianę koloru, albo czy są np. zapleśniałe) i jest to koszt 50 zł plus VAT. Ważność takiego atestu to 48 godzin. Dziękuję, pojadłam.

foto i reportaż: Jola Babij /Media Production JB (archiwum)
* media i firmy zainteresowane naszymi usługami (reportaże, wywiady, artykuły, teksty i zdjęcia) zapraszamy do kontaktu mediaproduction.jb@gmail.com