Piekło Alex Staudinger

17/09/2018

Kiedy człowiek w niewyobrażalnym bólu natury psychicznej spada na samo dno piekła, może albo tam pozostać, albo odbić się od niego na sam szczyt. Alex Staudinger, bo o niej mowa, w tym piekle spędziła dwanaście lat. Historię panicznego strachu zdradza książka „Nie mów do mnie nie bój się”. Zapytaliśmy o kulisy powstawania projektu literackiego.

Alex Staudinger pisarka

Ilekroć mam do czynienia  z autorami autobiografii zawsze zastanawiam się nad tym, jak wielką trzeba mieć  w sobie odwagę, żeby tak otwarcie dzielić się swoim życiem z innymi. Od razu też nasuwa się pytanie, po co człowiek to robi. Przecież to taki trochę ekshibicjonizm… Co spowodowało, że zdecydowała się Pani napisać książkę „Nie mów do mnie nie bój się”?

A. S.: Nie dla poklasku, nie dla współczucia. Ale dla zrozumienia tematu. Poruszam w książce bardzo trudną sprawę, jaką jest choroba psychosomatyczna. Póki co, w Polsce to wciąż temat tabu i niewiele jest na ten temat publikacji w podobnej formule, jaką właśnie stworzyłam. Można chorować na depresję, ale na fobie, na schizofrenię lub tym podobne – to już lepiej nie. A na pewno, lepiej się do nich publicznie nie przyznawać. Podjęłam więc pionierską walkę o godność człowieka. Pisząc tę książkę chciałam oczyścić „pole minowe” i pokazać – że z agorafobią można żyć, można ją zaleczyć, można normalnie funkcjonować. Agorafobia jest więc trzonem tej książki, a wątki autobiograficzne wplotłam w tę opowieść dla porządku rzeczy, żeby jakoś tę chorobę w swoim życiu umiejscowić, pokazać jak ze mną współistaniała. Napisałam co działo się w moim życiu pomiędzy atakami, jak i przed oraz po. Nie jest to cały zapis mojego życia, a jedynie jego wybrane fragmenty, najbardziej znaczące w moim życiu.

Tematem przewodnim Pani książki jest więc agorafobia. Zmagała się Pani z nią przez dwanaście lat. Dla wielu osób to wciąż tajemnicza choroba, chyba niedoceniana, może nawet przez wielu bagatelizowana. I zwykle kojarząca się jedynie z lękiem przed otwartą przestrzenią.

A. S.: Tak, pierwsze skojarzenie z agorafobią to dla wielu tylko lęk przed otwartą przestrzenią.

nie mów do mnie nie bój się Alex Staudinger

Tymczasem Pani pokazuje inne oblicza agorafobii.  Pomaga zrozumieć pewne zachowania osób chorujących na nią. Fobie jako takie wciąż nie są w społeczeństwie poważnie traktowane. Bardziej jako wydumany problem, mało znaczący.

A. S.: Rzeczywiście  ta choroba ma wiele twarzy. Napady paniki mogą dopadać w środkach transportu, hipermarketach, restauracjach itp. Agorafobia to szerokie spektrum fobii. Każdy z nas się czegoś boi, ale gdy lęk przybiera na sile, powtarza się, nie daje nam żyć – to już może wzbudzić zaniepokojenie. W swojej książce pokazuję, jak to wyglądało u mnie, jakie były pierwsze niepokojące sygnały, co bagatelizowałam i jak się znalazłam na dnie… Ta choroba jest naprawdę straszna. Okrawa człowieka z godności. Niszczy, odsuwa od ludzi. Ja, w szponach agorafobii żyłam wiele lat. Długo nie miałam postawionej diagnozy, nie wiedziałam co mi jest. Bardzo późno trafiłam pod opiekę specjalistów. Przed podjęciem leczenia przeczytałam ogrom książek pięknie pisanych przez mądrych psychologów i byłam przekonana, że moja odmiana nerwicy jest inna, że to jakiś taki ciężki przypadek, że nawet stos książek psychologicznych nie może mi pomóc, W każdej jest napisane: „wstań, weź się w garść, zbierz siły i wyjdź do ludzi”. Ale jak zebrać się w sobie, kiedy ledwo łapie się powietrze i przejście z pokoju do łazienki pokonuje z zawrotami głowy? Jak zejść po schodach? Co robić? Człowiek sam nie rozumie co mu dolega, ciężko więc wytłumaczyć bliskim co się z nim dzieje.

 Ludzie dookoła nie mają pojęcia dlaczego boi się wyjść z domu. Postrzegają chorego jak wariata. To powoduje, że…

A.S.: … że zamyka się w sobie i nie mówi już nikomu o swoich lękach. Zamknięty krąg obojętności i niewiedzy, który właśnie tą książką próbuję rozerwać. Wysoce prawdopodobne, że gdyby nie leczenie – to może nawet już bym nie żyła. Po prostu nie radziłam sobie z ciężarem choroby. Dziś, jestem innym człowiekiem. Wolnym od uzależnienia, doświadczonym przez los, mądrzejszym, żyjącym świadomie i w zdrowiu. Autobiografię  pisze się z najróżniejszych pobudek. Moim motorem napędzającym  była dawno temu złożona samej sobie przysięga, że jeśli mi się uda kiedykolwiek pokonać chorobę - opowiem o tym. Oddając książkę czytelnikom, niejako spłacam swój dług wobec losu – dzielę się swoim doświadczeniem w stosowaniu poszczególnych metod leczenia, mając głębokie przekonanie, że pomoże to chorym lub ich bliskim w poskromieniu choroby. Pomóc innym osobom - to mój główny cel. I tylko dlatego postanowiłam założyć „gumowce” i przejść ponownie przez „grzęzawisko” mojej osobistej historii.

przód okładki

Sceny, które Pani przedstawia - niekiedy są tak realistyczne, że czytelnik ma wręcz gęsią skórkę. I odczuwa napięcie razem z główną bohaterką.

A. S.: Chodziło mi o to by opisać pewne sytuacje z mojego życia dokładnie tak, jak sama je wtedy odbierałam. Jednocześnie nie chciałam epatować dramatyzmem, Nie było łatwo, bowiem emocje powracały w myślach przy każdym postawionym w książce zdaniu. Nie ukrywam,  że powrót do niektórych sytuacji sprzed lat  był tak bolesny, tak przytłaczający, że musiałam nie raz przysiąść i zastosować niejedną technikę i metodę, aby móc wstać, otrząsnąć się i pisać dalej. Pomyślałam jednak, że tylko szczerością wobec siebie samej oddam klimat tamtych przeżyć.

W „Nie mów do mnie nie bój się” pisze Pani o rzeczach ważnych. O parentyfikacji, o braku szacunku do samej siebie, o trudnych relacjach rodzinnych, wpływie dzieciństwa na dorosłe życie.

A. S.: Często miałam wątpliwości, wyrzuty sumienia czy aby nie urażę pamięci mojej mamy, ego własnego ojca albo czy jakimś słowem nie skrzywdzę babci. Ale przecież i ja, i oni, wiemy jak było. Przedstawiam świat człowieka chorującego i to jest głównym tematem tej książki, a nie koligacje rodzinne.  To co dookoła jest naprawdę tylko otoczką i siłą rzeczy musiałam ją pokazać, by czytelnik mógł niejako „wejść w moje buty”. Pokazuję w książce etapy, jak wyglądało moje życie kiedy użalałam się nad sobą i jak – gdy zmieniłam sposób postrzegania. To wyboiste ścieżki, którymi po omacku kroczyłam. Historia opowiedziana jest z mojego punktu widzenia, to książka o mnie, o mojej chorobie.  Podkreślam, nie było moim zamiarem urazić nikogo z moich bliskich.

Ta książka nie miałaby sensu, gdyby wystawiła Pani swojej rodzinie laurkę, gdyby opisała Pani same dobre chwile. Dzięki temu dowiadujemy się, jak traumatycznych przeżyć Pani doświadczyła. Wielu z nas może się zastanowić, czy czasem nie zgotowało podobnego piekła swoim dzieciom. Książka daje do myślenia, czy taki skutek miała odnieść? I czy łatwo było o tę szczerość przed samą sobą?

A. S.: Aby opowiedzieć swoją historię nie było innego wyjścia jak zacisnąć pięści i dokonać publicznego striptizu duszy. To bardzo dotkliwy  proces, gdyż przechodzi się po zakamarkach swojej psychiki z notatnikiem w jednej ręce i stosem chusteczek higienicznych w drugiej.  Przekopując, wygrzebując i analizując milion sytuacji. Do tego obnażenia przygotowywałam się latami. Postanowiłam zdjąć maskę wiecznie uśmiechniętej dziewczyny i pokazać się saute. Jednocześnie musiałam zdradzić, co działo się w czterech ścianach mojego domu. To było ogromnie trudne być ze sobą całkowicie szczerym, musiałam przecież przyznać się publicznie do swoich błędów. A książka powinna dawać do myślenia. Dobry tekst powinien skłonić do refleksji, pozostać z czytelnikiem chwilę dłużej niż tylko do zamknięcia książki. Jeśli taki skutek odniosłam, to jestem usatysfakcjonowana.

2

Ludzie zwykle boją się okazywania emocji, swojej prawdziwej twarzy, prawdy o sobie, oceny innych. Pani historia ściska za serce, nie tylko wtedy gdy czyta się o tym, jak sięgnęła Pani dna, ale również gdy się obserwuje w jaki sposób Pani się podnosi. Co było trudniejsze - wydobycie na światło dzienne i przelanie na papier swoich najskrytszych myśli, przeżyć, czy jednak późniejsze mierzenie się z opiniami czytelników, rodziny, znajomych? Z tego co wiem, nie wszyscy z Pani grona byli zachwyceni pomysłem napisania tej książki.

A. S.: Wracanie myślami do tego, co w moim przekonaniu było trudnym dzieciństwem, tudzież trudnymi chwilami, to jedno. Ale świadomość, iż zostanę poddana ocenie znanych mi osób – było równie trudne. Musiałam się na coś zdecydować, albo być szczera wobec siebie, albo prawić peany na ich cześć. Wybrałam to pierwsze. Zwłaszcza, że chyba nikt nie wierzył, że zdobędę się na napisanie książki. Zdecydowanie trudniejsze było wydobycie na światło dzienne i przelanie historii na papier. Najciężej walczyć z czymś czego nie widać, a co jest w tobie. Rzeczywiście, po napisaniu książki bardzo mi bliska osoba odwróciła się ode mnie - taka wybiórcza miłość. Jednak prawda niesie za sobą ofiary. Jeżeli nie byłabym w książce całkowicie szczera, czytelnik by to wyczuł. A ja nie po to tyle lat walczyłam na pierwszym froncie - aby upiększać rzeczywistość z obawy, że ta czy inna osoba się obrazi.

okładka przód i tył

Premiera książki planowana jest na 1 grudnia 2018. Obecnie prowadzona jest w Internecie przedsprzedaż. Książka przedpremierowo trafiła już do pierwszych czytelników, recenzentów, a nawet krytyka literackiego. Z jakim przyjęciem się spotkała?

A. S.: Przede wszystkim z dużą doza zaciekawienia tematem. Okazuje się, że niemal nie ma na polskim rynku takich pozycji z agorafobią w roli głównej. To więc jest dla mojej książki na plus. Poza tym ciekawość wzbudza fakt, iż opisane są tam moje własne przeżycia. A zatem informacje na temat tej choroby pochodzą z pierwszej ręki, niejako od naocznego świadka. Recenzenci potraktowali mnie bardzo życzliwie, pisząc iż książka jest lekka w czytaniu, trzymająca w napięciu, ciekawa. To cieszy. Mnie osobiście zależało na przedstawieniu świata od strony osoby chorującej na tę przypadłość i możliwości leczenia. Mniej poradnikowo, bardziej życiowo. I pod tym względem chyba mi się udało. To mój debiut literacki, więc jeszcze wiele przede mną. Ale jestem zadowolona z efektu. Cieszę się również, że patronat medialny nad przedsięwzięciem objął portal Kulturalne Rozmowy oraz blog „O w morelę”.

1

Gdzie będzie można kupić Pani książkę?

A. S.: Najprościej poprzez moją stronę internetową www.alex-staudinger.com  gdzie dostępny jest już e-book i wersja papierowa. A w przyszłym roku dołączy audiobook.

Jakie ma Pani plany na najbliższy czas? Może  kolejna książka?

A. S.: Po miesiącach przy komputerze marzę tylko o tym, by na kilka dni wyskoczyć do mojej ukochanej Skandynawii i upajać się widokiem fiordów. Moja rodzina przez ostatnie miesiące nie miała ze mnie pożytku, czas to nadrobić. W planach mam powieść, tylko tyle mogę zdradzić.

W takim razie udanego wypoczynku i powodzenia w realizacji kolejnych marzeń.

rozm. Jola Babij/ Media Production JB www.mediajb.pl