Jak Kopciuszek z bajki

W środku unosi się zapach perfum nastolatek. Połyskują nogi przeciągnięte balsamem z brokatem. Gra głośno muzyka. Podrygują do taktu zakręcone loki.  Wypucowana limuzyna, pełna podekscytowanych dziewcząt, wyrusza ulicami Londynu.

W samochodzie full wypas. Moszczą się na siedzeniach niczym kokoszki. Szofer w eleganckim garniturze, spełnia życzenia jak tylko może. Brakuje tylko czapki z daszkiem i białych rękawiczek. Ale nie ma co wymagać, grunt że jadą. Siedzenia skórzane, drewniane dodatki i zaciemnione szyby. Wyposażony barek. Co prawda w napoje bezalkoholowe, ale niech tam. Muszą sprawdzić, czy system audio działa. Proszą więc o muzykę. A teraz im za zimno. Później za gorąco. Okey, klimatyzacja sprawna. Chichoczą jedna przez drugą. W środku fantazyjna narożna kanapa. Wymuskane dziewczęta czują się jak księżniczki. Oświetlenia niczym w dyskotece. Podświetlany lustrzany sufit, więc zawsze można się przejrzeć. Biała, siedmiometrowa limuzyna pełna podekscytowanych dziewcząt, wyrusza ulicami Londynu. Za godzinę dotrą na miejsce. Na swój pierwszy prom.

media_productionjb1

Sukienka w kolorze pudru. Prosty fason. Skromna. Z przodu krótsza, z tyłu dłuższa. Niby nic, a jaki problem żeby taką znaleźć i kupić. Początkowa cena w przeliczeniu na złotówki, jakiś tysiąc. Udało się trafić na przecenę. Koszt spadł do 350. Szaleństwo w postaci poszukiwań odpowiedniej kreacji, butów i dodatków, zdawało się nie mieć końca. Choć w przypadku Kasandry, te przygotowania były podobno mniej intensywne niż u jej koleżanek. 

- To mój pierwszy bal. Po angielsku, na taką imprezę kończącą szkołę mówi się prom. Ja nawet nie wiedziałam, że coś takiego tu w ogóle na koniec szkoły się dzieje. Gdzieś dwa miesiące temu dotarło do mnie, że jednak wezmę w tym udział. Dziewczyny od dawna poszukiwały kreacji,  planowały w co się ubiorą itd. Mnie to jakoś nie interesowało. I może dlatego na ostatnią chwilę miałam tyle tego załatwiania. Buty praktycznie kupione dzień przed. Sukienka też jakoś na ostatnią chwilę. I to jeszcze z przeceny, ale jest piękna.  Jak dziewczyny opowiadały, to same buty miały kupione za 60 funtów. To już sobie wyobrażam, że sukienki na pewno powyżej ten ceny. Do tego jakieś dodatki, biżuteria, fryzjer. Aż nie chcę wiedzieć, ile to wszystko mogło je kosztować.

Żeby ładnie wyglądać w tym pudrowym ekskluzywnym wdzianku, bladolica Kasandra postanowiła skorzystać z natryskowego opalania. Wchodzi się w samych stringach do specjalnej materiałowej kabiny, pani z obsługi psika brązującym płynem całe ciało, wychodzi się i… miało być tak pięknie…

- Kasandra po tym zabiegu nie wiedziała jak ma wrócić do domu. Wstyd jej było wsiąść do autobusu. Jak na złość, korki, dużo ludzi, wszyscy się gapili. To chyba nie był dobry pomysł - głośno zastanawia się jej mama Wioletta dodając, że dobrze - że z nią była. Dała jej słoneczne okulary. Chociaż tyle zakryły. Kasandra  nadal ma minę nietęgą, choć od opalania minęło kilka godzin.

- Wygląda jak brudna. Wszędzie jakieś plamy, zacieki. Jak to się nie zmyje to ja nie wiem. 30 funtów taka przyjemność i efekt miał utrzymać się do dwóch tygodni. Teraz jak na to patrzę, to się zastanawiam co to będzie jak to się przez ten czas będzie w tej postaci utrzymywać i naprawdę nie zmyje się - mówi Wiola.

Do domu Kasandry trafiłam na kilka dni przed jej wielkim świętem. Właśnie skończyła High School i wybiera się do liceum katolickiego. Nim to jednak nastąpi, przed nią wspomniany bal na zakończenie szkoły. - Tutaj jest tak, że na taki prom, nie idzie się z osoba towarzyszącą. Uczniowie bawią się jedynie w swoim gronie, bez osób z zewnątrz. Cała impreza odbywa się w wynajętym na ten cel klubie. W naszym przypadku to Country Club. Natomiast klasa i szkoła którą kończę, była szkołą typowo angielską i w swojej klasie nie miałam polskich koleżanek.

Kasandra przyjechała do Londynu z bratem i rodzicami, w lipcu 2009 roku. Miała wtedy 11 lat. Od razu poszła do siódmej klasy High School czyli odpowiednika pierwszej klasy polskiego gimnazjum. - W Polsce miałam lekcje angielskiego, ale to były jak to w szkole, lekcje raz w tygodniu. Nie skorzystałam na tej nauce za bardzo. Przyjechałam do Anglii i przekonałam się, że nic nie umiem. Nauka angielskiego w Polsce, a tu to zupełnie co innego. Ale miałam o tyle dobrze, że kiedy przyjechałam do Londynu to spotkałam tutaj koleżankę. I właściwie ona zaproponowała mi, żeby rozpocząć naukę właśnie w tej szkole, którą dziś kończę. Ona też tam chodziła, więc nie byłam już całkiem sama i było mi łatwiej.

Choć z tym „łatwiej” nie do końca zgadza się jej mama. Córce wcale tak łatwo nie było. Przypomina kilka incydentów, które utkwiły w pamięci. Nastoletnia blondynka niechętnie przytakuje, tak to prawda. Wielokrotnie odczuwała dyskryminacje ze strony innych. Ale nie tylko obcokrajowców.

- Polacy w Anglii zawsze dzielą się w szkole na grupki. Tak jest, że się nie zadają z nowymi. Nie wiem, czy oni są lepsi od tych „nowych”, czy tylko im się tak wydaje. No, ale tak jest. Nie utrzymują kontaktu, „nie znają” nas. I tak zostało do tej pory. Ja trzymałam się tylko z tą koleżanką, potem doszło parę innych. Miałam kilka naprawdę nieprzyjemnych sytuacji i to właśnie nie tylko od dziewczyn innych narodowości, ale też i od samych Polaków.

mediaproductionjb2

Kasandra nie ma też angielskich przyjaciół. Obraca się jedynie w wąskim gronie środowiska polonijnego. Aż się nie chce w to wierzyć, słysząc jak dobrze mówi po angielsku. Choć kontaktu bliskiego z Anglikami nie ma, posiada świetny akcent.. To dla tego, że uważnie słuchała na lekcjach. Wiola wtrąca, że po pierwszym semestrze nauki Kasandra mówiła na tyle płynnie, że potrafiła pomóc  swoim rodzicom  w załatwieniu wiele różnych spraw, w tym urzędowych.

- Mnie się wydaje, że ona naprawdę bardzo szybko załapała ten język. Kasandra miałaś takie sytuacje, że przecież murzynki raz czy drugi wyśmiewały się w klasie z ciebie, że po co przyjechałaś, po co tam chodzisz do szkoły skoro nic nie rozumiesz, języka nie znasz itd. I to też pamiętam zmobilizowało cię do nauki języka. Chciałaś udowodnić, że szybko się nauczysz. Po tym tak się przyłożyła do nauki angielskiego, że na zebraniach rodziców dyrekcja szkoły prosiła Kasandrę, aby pełniła rolę tłumacza w rozmowach z polskimi rodzicami - opowiada mama nastolatki.

Dzięki wysokim notom w szkole, dziewczyna mogła starać się o przyjęcie do prestiżowych szkół. Wybiera się do Sixth Form odpowiednika liceum. O tym, czy została zakwalifikowana do wybranej szkoły katolickiej, ostatecznie dowie się dopiero pod koniec sierpnia. Ale teraz, najważniejsza jest impreza wieńcząca koniec nauki w szkole.

mediaproductionjb3

Do balu jeszcze dwa dni. Piętnastolatka siedzi w ręczniku i czeka aż brązująca maź wchłonie się i będzie mogła wziąć kąpiel. Tak zalecała pani od sztucznej opalenizny. Najpierw ma wchłonąć, potem można moczyć się w wodzie. Pesymizm matki przenosi się na córkę. Zastanawia się, co będzie jak nie zmyje się. Albo jak zmyje się za bardzo. Tymczasem jej mama dopatrzyła się małej plamki na sukience. Panika. Trzeba wyprać, żeby zdążyła wyschnąć. Już mają dość. Obydwie. Aż strach pomyśleć, co będzie podczas przygotowań do ślubu, skoro przy szkolnym balu takie nerwy. Wszystko musi być dopracowane, dopięte na ostatni guzik. Są już tym zmęczone. Od rana trwały poszukiwania butów do sukienki. Jak był kolor, to nie było rozmiaru. Ktoś rzucił hasło, że w dzielnicy zamieszkiwanej przez Pakistańczyków, są sklepy w których aż roi się od wszelkiej maści świecidełek, wzorzystych chust i sukienek. Powinny więc być też buty w kolorze srebra.

- Byłyśmy na Southallu. To aż nas w oczy raziło od tych wszystkich świecidełek, od srebra, od złota. Dużo pereł, koralików, nawet na obcasie coś tam poprzyklejane. O nie, jak choinka. Uciekłyśmy stamtąd. Wolę żeby moja córka skromniej wyglądała. Buty kupiłyśmy zwykłe, ale eleganckie takie lekko różowe, pudrowe no.

A fryzura? Jaka do tego fryzura. Przetrzepują Internet, zdjęcia jakieś, o może coś takiego. To trzeba dokupić jeszcze spinki. I torebka, mama o torebce zapomniałaś. Koniecznie musi kopertówka.

- Żeby dobrze wypaść i zostać zapamiętanymi, postanowiłyśmy z koleżankami złożyć się i wynająć limuzynę. To jest normalne wśród takich bogatych, eleganckich Angielek. Nawet bez większych okazji wynajmują limuzyny. My też tak chciałyśmy, raz poczuć się wyjątkowo – opowiada Kasandra.

Cena tej przyjemności zamknie się w granicach dwóch tys. zł (400 funtów). Nastolatki nie liczą jednak kosztów. Jak się bawić, to się bawić. Wykupiły cały pakiet trzygodzinnej przejażdżki. W tym dowóz do klubu i z powrotem oraz przejażdżka po centrum Londynu i wieczorne zwiedzanie jednej z turystycznych atrakcji. Impreza w klubie zakończy się kwadrans po północy. I panienki niczym Kopciuszek z bajki, wyruszą w podróż do domu. Wcześniej jednak szofer zawiezie je – do Windsoru. W miejsce, które razem z Buckingham Palace w Londynie i Pałacem Holyrood w Edynburgu  jest jedną z głównych, oficjalnych rezydencji brytyjskich monarchów. W tym zamku, królowa Elżbieta II spędza po kilka weekendów w ciągu roku i przyjmuje tam swoich gości. Zamek Windsor jest największym zamieszkiwanym zamkiem na świecie. Źródła podają, że budynek ma 800 m długości i 19 baszt. Dziewczęta pojadą tam na nocne zwiedzanie, prosto z promu.

mediaproductionjb4

O tym balu mówiło się od początku ostatniej klasy. Każda z nich czekała na ten dzień od dawna. Każda oprócz Kasandry. Nie przywiązywała do tego zbyt wielkiej wagi. Bal to bal. Ale im bliżej imprezy, tym większy stres ją dopadał.  Każda chciała błyszczeć, pokazać się w jak najlepszym wydaniu. Nie mogły zostać nie zauważone. Podjechały pod klub z wielkim hukiem. Muzyka w limuzynie wyła do oporu. Otwarto bramę wjazdową po czym samochód bardzo wolno wjechał na teren klubu. Przed budynkiem stała spora grupa młodzieży szkolnej. Wyfiokowane angielskie nastolatki, wyżelowani uczniowie, którzy w drogich ubraniach w niczym nie przypominali tych zwykłych chłopców w szkolnych mundurkach. Samochód podjechał, kierowca wysiadł i zgrabnym ruchem dłoni otworzył pannom drzwi. Te wysiadły kolejno. Co jedna, to ładniejsza. Pomachały do tłumu Anglików w geście przypominającym pozdrowienia królowej Elżbiety i pomaszerowały do klubu. Okazało się, że jednak jako jedyne przyjechały limuzyną, czym wzbudziły sensację i zrobiły swoim wejściem prawdziwe show. W tamtym momencie wszystkie poczuły się jak prawdziwe gwiazdy. Ze skromnych uczennic przeistoczyły się na chwilę w małe kobietki, na które skierowany był wzrok całej szkoły.

- Niech wiedzą! Tak się bawią Polki! – mówiły później, śmiejąc się i rzucając w niepamięć wszelkie złe chwile, kiedy na każdym kroku odczuwały dyskryminację, niechęć i wrogie nastawienie.

To był ich pierwszy bal, pierwszy prom. I na pewno zapamiętają go na długo. Kwadrans po północy, kierowca limuzyny zabrał nastolatki na ostatnią przejażdżkę. Musiały ochłonąć. Tego wieczoru, Londyn był dla nich jeszcze piękniejszy niż zwykle.

reportaż i foto Jola Babij /Media Production JB (archiwum*)

* media i firmy zainteresowane naszymi usługami (reportaże, wywiady, artykuły, teksty i zdjęcia) zapraszamy do kontaktu mediaproduction.jb@gmail.com